Sent: Wednesday, June 26, 2008 11:57 PM
Subject: płynę!

Tak dużo wcale nie silnikuję, próbuje maksymalnie optymalnie żeglować. Wiatr bardzo zmienny a ja cały czas staram się za nim nadążać, a to rufa a to sztag, zrzucam żagle, stawiam żagle, uff, cały czas coś. Ale jest super!
W nocy były delfiny, to wygląda jak święcące torpedy kiedy tak płyną wzdłuż jachtu, woda strasznie świeci.
Tak jest trudno ocenić, ile czego zabrać, od papieru toaletowego, pastę do zębów czy kawę. Bardzo się starałam nie mieć za dużo, żeby nie przeciążyć łódki. Ciekawa jestem, co zostanie na końcu…ale do tego jeszcze mnóstwo czasu. Dziś lało prawie cały dzień, miałam zbierać deszczówkę, ale moje wszystkie zbiorniki pełne.
Po paru godzinach; najpierw przywiało i były b. czarne chmury dookoła, zarefowałam się trochę kontrolnie. Ale to burza, błyska cały czas niesamowicie, jasno się robi jak w dzień. Poszłam spać na dwie godziny.
Dalej idę wałczyć z wiatrem, którego nie ma. Jest północ.
Asia

Sent: Wednesday, June 26, 2008 9:37 AM
Subject: Re: Wystartowałam!

Witam!
Okazuje się, że nawet na tych 6 węzłach wiatru z baksztagu też da się płynąć. Wiatr bardzo zmienny i słaby, od 0,5 węzła do 23 w szkwale. Kierunek też cały czas się zmienia, robię rufy, sztagi, miałam już chyba wiatr ze wszystkich kierunków, nawet taki pasat północny, a teraz właśnie zaczyna się coś z południa. Może to już to…
Wspomagam się trochę silnikiem jak już całkiem źle. Ale kurs daje się płynąć, bez halsowania. Staram się dojść , tak jak radziłeś, do 4N 82W.
Jak powiedziałeś, żeby odciążać dziób i nie przejmować się rufą w wodzie, to przeniosłam kotwicę i łańcuch z dziobu na rufę. Na dziobie zamiast łańcucha schowałam odbijacze i wąż do wody, raczej mało potrzebne.
W nocy były delfiny, bawiły się przed dziobem chyba z godzinę. Noce bardzo ciemne, czarne, ale woda aż świeci jak delfiny płyną, zostawiają takie wielkie jasne smugi.
Właściwie lepiej je oglądać tak – niż w dzień.
Bardzo bym chciała, żeby mi zaczęło ubywać tych ciężarów z łódki, a z drugiej strony – tak wszystko oszczędzam, że nic nie ubywa…
Bardzo się cieszę, że już w drodze, wczoraj prawie nie spałam, a to statki, a to zmiany wiatru i zmiany żagli. Ale jest super!!!

Sent: Saturday, June 28, 2008 5:34 AM
Subject: Pogoda

Właśnie, 0030 UTC sobota, przeszłam 5 stopień N, Hurra! Walczę z tym słabym wiatrem i dość paskudną falą, ale się posuwam bez silnika! Fala taka bardziej bałtycka, krótka, pokręcona, nieprzyjemna dla prędkości. Dziś rano mogłam iść kursem 130 albo 285, straszne, horror!! Na szczęście wiatr trochę się wzmógł, 12-14 węzłów przez cały dzień i jakoś płynę. Czekam na wiatr bardziej S, to popłynę bardziej na zachód.
Poza tym wszystko dobrze. W nocy towarzysza mi delfiny, nie wiem dlaczego tylko w nocy…Noce teraz bardzo ciemne, księżyc wschodzi dopiero przed ranem, Ale za to wspaniale gwiazdy, płynę kursem na Krzyż Południa!
Pozdrawiam, Asia

Sent: Tuesday, July 01, 2008 5:23 PM
Subject: Pasat

Dwa refy na grocie i walczę z tym „pasatem”. Cały czas wieje 20 węzłów z SW do SSW a nawet z W. Czyli cały czas ostro do wiatru. Oczywiście rzuca bardzo, ledwo siedzę na tym krześle, które wydaje takie dźwięki, że chyba zaraz się połamie. Już raz dokręciłam go nowymi, większymi śrubami do podłogi, zobaczymy…
Do tego była bardzo ciemna noc, zrobiłyśmy (ja i łódka) już nie wiem ile zwrotów w szalejącym deszczu. Każda zmiana wiatru to szok dla autopilota, a potem jakoś z tego wychodzimy. W międzyczasie staram się trochę pospać, zawinięta w dwa koce, żeby się rozgrzać…Pacyfik, 2 stopnie N, okolice równika.
Do tego atrakcyjny zapach psującej się kapusty.
Czy jeszcze ktoś mi zazdrości?
Jedynie wiatrak szczęśliwy, co prawda w głowie mi huczy, ale ładuje akumulatory jak nakręcony.
Tu już limit dla krzesła
Asia

Sent: Thursday, July 03, 2008 7:12 AM
Subject: To jest Pasat!

Ja wiem, że nie uwierzysz, ale ja tu ciągle w ostrym bajdewindzie. Dziś na dwie godziny po południu był wiatr z S, a potem wróciło do „normy”. Ja to się już przyzwyczaiłam do „życia w przechyle”, ale jednak wolałabym obiecany pasat. Utrzymuje się tak 18-20 węzłów, sporo, cały czas SW do SSW. To już 9 dni tego halsowania. Teraz przynajmniej prędkości lepsze.
Może jutro.
Sent: Saturday, July 05, 2008 4:34 AM
Subject: Trawers Galapagos

Jeszcze wczoraj, czwartek miałam dość okropną , dużą falę z S, co dziesiąta przewalała się przez pokład. Do tego stopnia, że w końcu szłam na trzecim refie na grocie! Wiatr ponad 20w, ale dopiero wtedy, z trzecim refem dało się nad tym zapanować. Wcześniej siedziałam z szotem grota w rękach.
A prędkości dużo lepsze.
Dziś, po raz pierwszy od 8 dni zobaczyłam słońce! Słońce nad Galapagos! Od razu wszystko lepiej wygląda, niebieskie niebo, morze normalnego koloru, super! Wyspę też widzę, mimo że dystans ponad 30 mil. Wiatr niestety trochę zdechł (znowu narzekam!), nie wiem, czy to efekt wysp.
Co do adaptacji, to właściwie nie bardzo mam co powiedzieć, nie zauważyłam żadnych problemów, żadnych sensacji. Chyba po prostu cieszę się, ze już płynę.
Też sobie myślałam, że do tego co robię teraz trzeba mieć psychikę bardzo – długodystansowca.
13 lipca są moje urodziny, duże, niestety. Tak tylko wspominam, żebyś nie zapomniał.

Pozdrawiam, Asia
Sent: Monday, July 07, 2008 8:21 AM
Subject: Zupełnie inna bajka!

Ten pasat w końcu się odnalazł! Jak dobrze, fajnie, szybko i w ogóle. Od momentu gdy już zaczęłam płynąć do waypointu 110 W 05 S, w 24 godziny z logu zrobiłam 177 mil (!) a w kierunku do waypoint 155 mil. I jeszcze z urwanym fałem (o tym dalej). Tak przynajmniej mówią przyrządy. Świetnie, że w końcu płyniemy!

Jeszcze w niedziele mojego czasu, ale w poniedziałek o 0125 UTC, czyli o 0325 czasu polskiego przecięłam równik! Na długości 95 stopni 41 minut W. Przyznam, że było ciemno i nic więcej szczególnego nie zauważyłam, ale zrobiłam zdjęcie GPS. Teraz już będę żeglować na półkuli południowej przez parę miesięcy, aż do Atlantyku. Ale to bardzo odległe, na razie.

Ze złych wiadomości, to w niedziele ok. 4 tej rano (mojego czasu) urwał się nowy fał grota. Nie, nie pracował jako topenanta, był pracującym fałem grota. Urwał się ok. 5 cm powyżej węzła na głowicy, tam gdzie zawsze się przeciera, ale po 12 dniach żeglugi! Nie wiem, czy to wina samej liny; ten nowy wydaje się trochę delikatniejszy, bardziej miękki, ale to pewnie o niczym nie świadczy. Ten fał był dużo za długi, i mój plan był, aby sprawdzać go co 2-3 tygodnie i podcinać jeżeli ma ślady przetarcia. Ale nie przewidziałam 12 dni, szczególnie, że żegluga głównie w ostrym bajdewindzie. Mówiłeś, że ten fał przeciera się przy wyluzowanym grocie, takich kursów jeszcze nie miałam, pełniejszy bajdewind to wszystko. Teraz płynę na starym fale, tym, na którym przepłynęłam pół świata przycinając go regularnie. Tylko ten już nie ma wiele zapasu do podcinania, jest bardzo krotki. Niby mogę je zamienić, ale temu nowemu teraz nie ufam. Może spróbuję wprowadzić pilota z istniejącym fałem, ale trochę obawiam się, że się poplączą i nie ma gwarancji, że pilot się nie przetrze też. Będę coś kombinować.
Zła jestem, że nic w tym temacie nie zrobiliśmy, było wiadomo, że fał się przeciera. Obcinanie przetartego końca to usuwanie skutków a nie przyczyny.
Starczy narzekania, najważniejsze, że płyniemy szybko i do przodu!

Pozdrawiam, Asia

Sent: Monday, July 14, 2008 11:49 AM
Subject: maile do Asi

Witam
Bardzo, bardzo dziękuje za maile, sprawiły mi naprawdę wielką przyjemność!
Dziś był leniwy dzień, słaby wiatr, powolna żegluga (ja już tak się rozbestwiłam, że średnią prędkość poniżej 6 węzłów nazywam powolną!)Ale wiatr był słaby, ok. 10 węzłów. Dopiero pod koniec dnia uderzyło mnie, że nawet nie próbowałam postawić spinakera. Miał dziś szansę popracować, przy tym wietrze powinnam próbować…
Ale dziś, niedziela, były moje urodziny, przejmowałam się tym od jakiegoś czasu. Tu jest dużo czasu na myślenie o wszystkim, o życiu, o czasie…
Dobrze, że mam to już za sobą, teraz już nie ma się czym przejmować, aż do następnego roku.
Jutro znów bierzemy się do roboty, nie jestem przecież na wczasach.
Pozdrawiam i dziękuję, Asia

Moim najlepszym prezentem urodzinowym jest to, że jestem właśnie tu, na oceanie, płynę w samotnym rejsie dookoła świata nonstop. Tak jak sobie wymarzyłam. Zjadłam na obiad tuńczyka z papryczkami jalapeno z ryżem i szpinakiem w mojej ulubionej knajpie z widokiem na morze. Co prawda nikt nie przyszedł, ale nikogo nie zapraszałam…
Ojej, chyba zanudzam.
Miałam jeszcze olbrzymie stado delfinów, pół oceanu dookoła mnie „podskakiwało”! Super!
Pozycja 05S 111W

Sent: Sunday, July 13, 2008 6:26 AM
Subject: Pasat

Witam
Jak uważasz, czy korzystniej będzie popłynąć teraz bardziej na południe, gdzieś do 10 st i potem na zachód, zostawiając Markizy po prawej, czy trzymać tak 260 kurs i Markizy wtedy po lewej. Wiatr zupenie niezły, ok 15w, ale coraz bardziej przechodzi w kierunku E. Myślałam, że może bardziej na południe wiatr będzie trochę silniejszy, no nie wiem. Zamówiłam grib files na tamte rejony, żeby obserwować.
Pogoda wreszcie się ustabilizowała, super, słonce, niebieskie niebo. Przed wieczorem przychodzą chmury „wiatrowe”, ale wtedy steruje ręcznie i nadrabiam zaległości. Sporo steruję ręcznie, bo jest fajnie.
Z fałem nic nowego, rurka siedzi, jak wczoraj refowałam się to była i nie przeszkadza.
Dzięki za różne wiadomości, pozdrawiam, Asia

Sent: Thursday, July 17, 2008 8:05 AM
Subject: Środa

Witam
Wspominałam coś o spinakerze? Na razie możemy zapomnieć.
Już wspominałam, że szkwaliło mocno, ale chyba najtrudniejsza w tym była ta duża fala, która wywoziła nas z kursu. To duże siły, za duże na autopilota. Dziś było super, równy dobry wiatr, pospałam, podjadłam, posprzątałam, wykąpałam się (w słonej wodzie), zrobiłam pranie (w słonej wodzie) i jeszcze drobne prace na łódce. Chyba(?) zlikwidowałam przeciek do koi rufowej, który „zawsze był”, popryskałam WD40 na różne bloczki i stopery, które zaczynały popiskiwać. Nieźle, co?
Na obiad ugotowałam makaron w SŁODKIEJ wodzie, do której wsypałam łyżkę soli! Coś mi się chyba pokręciło!
Teraz z łącznością radiową trudniej, Radio Panama już poza zasięgiem, wczoraj udało się raz przez San Diego i przez Corpus Christi(?). Tyle, że łączę się o godz. 0300 mojego czasu, wtedy najlepsza propagacja.
Udaje się utrzymać dobra prędkość, ponad 150 mil na dobę z dystansu do celu, z samego logu to i ponad 160. Bardzo mi się to podoba!
Księżyc w pełni, aż oślepia swoim blaskiem! Jest pięknie!
Pozdrawiam, Asia

Sent: Tuesday, July 22, 2008 8:28 AM
Subject: Poniedziałek

Witam
Jak zwykle, w nocy wyszłam, żeby zobaczyć, czy wszystko OK, a tu nie daleko przed dziobem, dokładnie na kursie zobaczyłam grupę silnych białych świateł. Złapałam jedną ręką za rumpel (autopilot bardzo myszkuje na boki przy kursach z wiatrem i fala), drugą za lornetkę i po dwóch godzinach dogoniłam i wyprzedziłam statek!!! Miał bardzo silne światła pokładowe, nie wiem dokładnie co za statek, ale powyżej 50m długości. Musiał też mieć wyłączony radar, mój wykrywacz radarów nie odezwał się wcale, a mijaliśmy się bardzo blisko. Płynął zbliżonym kursem do mojego i po prostu go wyprzedziłam! Chyba jestem bardzo szybka, dzielna Mantra!
Wiatr zdecydowanie osłabł i wieje całkiem z rufy, trudniej utrzymać prędkość, ale staram się. Napisał do mnie Tomek Lewandowski, który w kwietniu zakończył swój rejs dookoła świata na jachcie Luka. Tomek pisze, żeby się tak nie śpieszyć, żeby cieszyć się wschodami i zachodami słońca, oceanem, że zawsze zdążę…
Hmm, staram się połączyć jedno z drugim…
Pozdrawiam, Asia

Sent: Monday, August 04, 2008 9:12 AM
Subject: Flying Venus Reef

Witam.
Tak naprawdę to przez ostatnie trzy dni i noce wieje równo 20 węzłów, morze się rozbujało, trudno sobie wyobrazić, żeby mały atol dal mi kawałek spokojnej wody. Tam od zachodniej strony jest mała zatoczka z kotwicowiskiem. Kotwiczyć trzeba jakieś 20 m od rafy, 30 metrów dalej głębokość spada do poniżej 200 metrów. (to pisałam wczoraj)
Starałam się być w pobliżu kotwicowiska rano. Tu jest prawie pół na pół długość dnia i nocy, strasznie dużo ciemności! W nocy zaczęły przychodzić czarne, deszczowe chmury, im bliżej Venus tym gorzej! Za każdym razem zwroty przez rufę. Po czwartej rufie w ulewnym deszczu pomyślałam, że tu mnie chyba nie chcą. W dodatku byłam za wcześnie, musiałabym czekać trzy godziny w tym mało przyjaznym miejscu! W końcu, nie musiałam koniecznie stawać, jak nie to nie. Okazało się, że to słuszna decyzja, cztery godziny później dorwała mnie ostatnia już z tych deszczowych chmur, tym razem z wiatrem 35-40 węzłów wiatru przez ponad pół godziny! Oczywiście przyszła od strony Venus, tak jakby chciała się mnie na pewno pozbyć!
Właściwie nie wyglądała tak źle, ale jak przyłożyło, to tylko zdarzyłam zrolować foka, wywiozło mnie do wiatru, dzięki
temu udało się wrzucić od razu trzeci ref na grocie i popędziliśmy z wiatrem! Deszcz był taki, za zalało wewnątrz stół
nawigacyjny i fotel, koje i stół aż za masztem! Przy zasuniętej klapie! Teraz, parę godzin później żeglujemy sobie jak zwykle, słoneczko, super.
Flying Venus Reef mimo tak ładnej nazwy okazało się mało gościnne. Nie to nie.

Sent: Tuesday, August 19, 2008 8:25 AM
Subject: Płyniemy!

Narzekałam na słabe wiatry, dziś mam 22-24 węzły wiatru z kierunku SE. Powrót do szybkiego żeglowania! Już tak dobrze mi idzie z ustawianiem żagli, aby autopilot nie był obciążony, prawie żadnych sil na sterze. Ale oczywiście przychodzą fale i wszystko się zmienia. Simrad 1 ciągle świetnie sobie radzi. Czekam na wieści o Raymarine.
Mój reflektor radarowy złamał się na pół, z jednej rury zrobiły się dwie o ostrych końcach, bałam się też, że te
wszystkie metalowe blaszki, które odbijają fale radarowe powypadają. Weszłam na saling (!) i zalepiłam go taśmą.
Zaliczyłam ze dwa siniaki ale byłam z siebie zadowolona, taka mała rzecz a cieszy.
Już tyle czasu płynę, a jeszcze nie pisałam nic o jedzeniu, przecież na rejsach głównie mówi się o posiłkach! Wczoraj
jadłam prawdziwy bigos, a dziś strogonow. Strogonow ma prawdziwe kawałki prawdziwego mięsa! Bigos rewelacja! Oczywiście mówię o mojej żywności liofilizowanej, bardzo wygodne, tylko zalewam gorąca woda i czekam. Jak jestem niecierpliwa to zjadam mięso półtwarde, ale staram się odczekać te 10-15 minut. Prawdziwe jedzenie i smaczne!
Pozdrawiam, Asia

Sent: Sunday, August 24, 2008 1:13 PM
Subject: 120, 1/3 trasy

Witaj!
Zgodnie z moimi obliczeniami (bardzo proszę o sprawdzenie i weryfikację), wczoraj, sobota o godz. 1700 GMT, czyli 1900 czasu polskiego zaliczyłam 120 stopni! Czyli 1/3 trasy już za mną! Zrobiłam to, wg moich obliczeń, w 60 dni i 4 godziny!Wydaje się strasznie szybko, może gdzieś się pomyliłam (mam nadzieje, że nie).
Tu ciągle pogoda bez zmian, wieje 22-25, leje z 10 razy dziennie i duża fala, trochę czuje się wytłamszona. Ale wiadomo, pogoda zawsze kiedyś się zmienia…
Pozdrawiam serdecznie, Asia

Sent: Thursday, August 28, 2008 10:04 AM
Subject: Yule Entrance

Witam
Jeszcze we wtorek myślałam, że mam szanse być przy Yule Entrance w piątek rano. Nawet jeśli nie rano, to myślałam i tak wchodzić byle mieć jakieś 4 godziny światła dziennego na wejście i trochę na oswojenie się z rafą dookoła. Potem to i tak GPS i C-map. Ale wiatr trochę osłabł, fala niestety nie i kurs zrobił się bardzo pełny. Oczywiście prędkość bardzo spadła. W środę w ciągu dnia postanowiłam jednak zwalniać, aby dopłynąć do rafy na sobotę rano. Wolę płynąc wolniej przez 300 mil niż czekać 12 godzin przed wejściem przy wietrze 20 węzłów. Ale płynąć wolniej to też straszne, co ja mam robić? Nie będę sterować „wolniej”, chyba nie umiem. Fala duża, autopilot jeździ na boki i wytraca czas. Ja rozwiązałam 4 trudne Sudoku.
A ja zrobiłam sobie dzień kąpielowo-porządkowy. Co prawda kąpiel przy 24 węzłach wiatru na karuzeli to szczególne doświadczenie, daruję sobie mydlenie stóp. Temperatura wody w morzu 30 stopni, super!
Jeszcze 62 godziny tego „zwalniania”.
Pozdrawiam, Asia

Sent: Sunday, August 31, 2008 12:36 PM
Subject: Rafa

Witam!
Czas wyliczyłam świetnie, zrobiło się jasno ok. 6 mil przed przejściem w rafie.
Rafa barierowa za mną!!! Nie jak w scenariuszu ze słoneczkiem, zupełnie nie jak w opisie Jurka.
Rzeczywiście, wielki ocean kończy się przejściem o szerokości 0.2 mili, jakieś 350 metrów. Po tygodniu silnych wiatrów i dużej fali nie można było spodziewać się gładkiego wejścia.
Tam był kocioł, kipiel, bąble, wiry i wszędzie biała piana!!! Strach było na to patrzeć, horror! Dzięki za GPS i mapy elektroniczne! Bez tego znalezienie przejścia byłoby bez szans, po prostu kocioł! Dość silny prąd wniósł mnie do wewnątrz z prędkością 7.5-8 węzłów. Po 1.5 mili morze się trochę wygładziło, ale nie uspokoiło. Wieje kolejny dzień, szkoda, że tak pochmurno, bo kolor wody to wspaniały. Pode mną tylko 10-30 metrów wody, na oceanie było parę tysięcy metrów.
Raf nie widać, fala też spora, na tak płytkiej wodzie nie trzeba długo czekać na fale.
Przede mną jeszcze jakieś 50 mil pomiędzy rafami, ale to już nie to, co wejście.
Pozdrawiam, Asia

Sent: Monday, September 08, 2008 4:30 PM
Witam
Niestety, tak jak się spodziewałam, w tym rejonie nie ma wiatru. Tak też było gdy płynęłyśmy tu na Mantrach poprzednim razem.
Płynę na silniku, czasem próbuję żeglować. Myślę, że zaoszczędziłam trochę paliwa na Pacyfiku, mogę trochę pozwolić sobie na silnik. Zresztą muszę się jakoś wydostać z tego rejonu.
Dobra wiadomość, naprawiłam światło dziobowe, mam więc światła nawigacyjne, bo rufowe działało wcześniej. Nie to, że chcę je używać, ale są i działają gdyby co. Druga dobra wiadomość to uruchomiłam dziś odsalarkę. Co prawda, w dwie godziny wyprodukowałam około 2 litrów śmierdzącej wody, ale jest to początek. Instrukcja jest niezwykle dokładna i pisana jak dla dziecka (amerykańska!). Po prostu urządzenie nie było używane przez, chyba 3 lata i trzeba te membrany poczyścić. No to się czyszczą, mam zapasowe filtry i wszystkie chemikalia, na razie woda nie bardzo nadaje się do picia, ale pranie wyszło.
Taka pogoda, że świetna okazja na wszelkie porządki, suszenie, wietrzenie, a już bardzo było potrzebne.
Czekam na wiatr.
Pozdrawiam, Asia

Sent: Sunday, Septembe4, 2008 4:28 PM
Subject: Morze Timorr 1

Witam
Oj ciężko bez wiatru, a jak już jest to dokładnie z kierunku , w którym chce płynąć.
Niezwykle jest, jak po przejściu Cieśniny Torresa zupełnie zmieniła się pogoda. Pacyfik był szary, pochmurno prawie cały czas, tylko przebłyski słońca, mokro, wszystko wilgotne na łódce, żadnych zwierząt dookolna, ale był dość silny, stały wiatr, który pozwalał mi szybko płynąć. Teraz dużo stoję i czekam na wiatr, niebo czyściutkie, bez jednej chmurki, słońce, przepiękne wschody i zachody słońca, ciągle coś pływa koło mnie, delfiny, wieloryb był ze mną przez 3 dni, węże morskie, meduzy, ptaki łatają dookoła, po prostu inny świat. Ale ja chcę WIATRU!!! Jak tak dalej pójdzie to powyjadam całe zapasy, ciągłe coś podjadam.
Nie tracę nadziei, że coś zawieje korzystnie.
Pozdrawiam, Asia
Sent: Thursday, September 18, 2008 2:15 AM

Już wreszcie zaczynałam płynąć po kolejnym dniu bez wiatru, a tu nagle, przy wietrze 10 węzłów i małej fali, pękła wanta. Krótka wanta, która idzie pomiędzy pierwszym i drugim salingiem, stenwanta. W każdym razie strzeliła stalówka przy samym zacisku i ściągaczu, trzymała się na dwóch nitkach.
Zrobiłam zwrot, aby przenieść obciążenie na druga stronę, to mi dało kurs powrotny do Australii, ale również trochę czasu do namysłu. Wiem, że moja trasa, przynajmniej do Afryki to cały czas lewym halsem, wiatr będzie z kierunku S, SE, E. Wymyśliłam, że zamienię te stalówki, dam tę ze strony zawietrznej na nawietrzną, lewa stronę. Zrzuciłam żagle, ustawiłam łódkę z falą, aby te prace na maszcie dało się wykonać ( to na szczęście tylko drugi saling) i do roboty. Zajęło mi to 3.5 godziny, dlaczego nikt nie wymyślił łatwiejszych zawleczek?
Na razie nie wspomnę o siniakach.
Mam wantę po stronie nawietrznej, ale co z drugą stroną. Chyba kiedyś mnie uczono, że można użyć łańcuch zamiast stalówki. W Polsce już się zrobiła godzina 8 rano, przyzwoita pora na konsultacje z Andrzejem. Andrzej zaleca zastosowanie poczwórnej linki na bloczkach i talię, aby to mocno napiąć. I ma się nie przecierać. Najgorsze jest to, że fala zdarzyła się rozbujać i już nie jest regularna, jest okropna! Wiatr ok. 15 węzłów, łódka płynie 2.5 węzła bez silnika.
Cztery godziny zajęło mi założenie dwóch bloczków przy maszcie i drugim salingu, bloczka na końcu pierwszego salingu i linki. Naciągnęłam ile mogłam, ale przyznam, że moje ręce już były bardzo zmęczone od trzymania się masztu na tej fali. Poza tym naciągałam siedząc w jakiejś komicznej pozycji na salingu, trzymając się już nie wiem czego.
Myślę, że przy najbliższej okazji może jeszcze spróbuję wybrać mocniej, ale teraz nie jest źle. Linka pewnie i tak się wyciągnie, to ponowne naciągnięcie się przyda. Ta linka to 8 mm, nie mam 6 takiej długości.
Kończąc pracę, z drugiego salingu widziałam kolejny piękny zachód słońca. Przed zmrokiem zdążyłam jeszcze wszystko pokończyć, postawić żagle i wreszcie płynę dobrym kursem.
Przyznam, że miałam chwile wątpliwości, czy dam radę, przyznam też, że jestem poobijana strasznie.
Mam nadzieje, że to będzie działać, to najważniejsze!
Pozdrawiam serdecznie, Asia

Sent: Thursday, October 02, 2008 4:04 PM

Dziś mija 100 dni mojego rejsu, do 180 stopni czyli połowy świata zabrakło mi 7 stopni. Tym akurat się nie martwię, jeszcze kawal drogi na odrobienie zaległości.
Ten Ocean Indyjski tu na 20 stopniu na południe bardzo różni się od tego na 13 stopniu, tam płynęłyśmy dwa lata temu na Mantrach. Tu ciągle wiatr głównie południowy z dużą, boczną falą, tam na północy chyba było spokojniej. Dziś rozwiało się do 25 węzłów, refuję się szybko, ciągle nie mam 100% zaufania do takielunku. Boję się o ten maszt, takie dźwięki wydaje straszne…
Pozdrawiam serdecznie, Asia

Sent: Wednesday, October 08, 2008 1:31 AM

Witam,
Pogoda dalej mnie nie rozpieszcza, to nie tyle ten wiatr do 30 węzłów, ale fala. Czasami jest znośna, a czasami, jak w poniedziałek rano była tak agresywna i wściekła, że miałam 4 fale wewnątrz jachtu. Dobrze, że miałam przynajmniej dolną część zejściówki założona, potem już miałam całą zamkniętą. Było więc trochę wybierania wody. A po południu fala znów się zmieniła na długą i miałam kilka fantastycznych ślizgów, jeden z prędkością z GPS 19,2 węzła (!) na trzecim refie na grocie. Nie sądzę, aby Mantra kiedyś tak szybko pływała. Ślizgów było dużo, takich po 15 – 12 węzłów!
Ale wreszcie doszłam, że to Raymarine autopilot nie radzi sobie na tej fali. Ja przez trzy dni sterowałam prawie cały czas, nawet bez żagli. W poniedziałek śniadanie zjadłam o godz. 16:00, ten autopilot gubi się ciągle, piszczy, że się zgubił i trzeba go ponownie ustawiać. Wieczorem wiatr znów zrobił się 28-30 węzłów, zrzuciłam grota i wreszcie przyszło mi do głowy zamienić autopilota. Ten grzechoczący Simrad to rewelacja w porównaniu do Raya, cichutki, i co najważniejsze, trzyma kurs. Na samym takielunku i „fartuchach”, czyli pokrowcach na bomie zrobiłam w 11 godzin 50 mil do celu! Czyli średnia prawie 5 węzłów! I ani razu nie zapiszczał! Wreszcie dało się spać, uff! W ciągu dnia dalej dużo steruję i „zaliczam” fale. Temperatura wody już tylko 22 stopnie.
Silny wiatr dalej trzyma, ale fala zdecydowanie mniejsza i lepsza, bardziej regularna. Marzy mi się słabszy wiatr, chociaż na krótko, żeby podsuszyć wszystko!
Pozdrawiam, Asia

Sent: Sunday, October 19, 2008 5:02 PM
Subject: Dywagacje

To, że jest spokojnie, słaby wiatr, gładkie morze, świetna żegluga i brak powodu do narzekań to nie powód, aby nie pisać.
Ciągle mnie dziwi, że tu nikogo nie ma, od trzech tygodni nie widziałam żadnego statku, to tylko ja moge się cieszyć tą żeglugę. Ja rozumiem, że tu nie da się tak po prostu wyskoczyć na weekend.
Jedynie, co mnie niepokoi to fakt, że wraz ze spadkiem siły wiatru rośnie mój apetyt na jedzenie. Jem cały czas, krakersy z serkiem topionym, krakersy z dżemem, jakieś puszki, pogryzam suszonymi owocami i znów krakersy, potem makaron z sosem lub danie liofilizowane. Niepokojące oczywiście jest to, że jeżeli powyjadam wszystkie zapasy, to za karę będę musiała łowić ryby. Niestety, jestem takim ignorantem, że będzie to kara. Mam oczywiście cały sprzęt do łowienia, poznany w Panamie Australijczyk pokazał mi co i jak, przejrzał mój sprzęt, dał kilka mniejszych haczyków, żeby złapać mniejszą rybę (?), bo po co mi duża ryba, mówił. Dla mnie każda większa od makreli jest za duża, większej nie zjem, a bez lodówki nie przetrzymam na następny dzień.
Oczywiście największym problemem jest dla mnie nie złowienie tej ryby, ale zabicie jej. Tak, tak, wiem o alkoholu w skrzela, nawet zakupiłam za 1 dolara pół litra czegoś, co nazywa się Alkohol 70% Desnaturalizado. Pan w sklepie, którego zapytałam, czy to się nadaje, żeby zabić rybę, popatrzył na mnie wielkimi oczami i powiedział, że chyba nie rozumie po angielsku. Trudno. Może to odpowiednik naszego denaturatu, ale nie ma tego charakterystycznego koloru, zresztą rybie chyba wszystko jedno. Mam nawet butelkę ze spryskiwaczem, żeby przypadkiem tej ryby nie dotykać, póki żyje.
Po regatach samotnych przez Atlantyk jakaś pani zapytała mnie; Pani to tak sama na tej łódce, nie przydałby się mężczyzna? A ja jej wtedy powiedziałam: A po co?, Teraz wiem, jeżeli złowi i zabije moją rybę, to niech będzie, ale…
Marta parę dni temu napisała, że ZŁOWIŁA RYBĘ! Dzielna kobieta! Pogratulowałam jej, z zazdrością.
Chyba najwyższy czas coś zjeść, może makaron z tuńczykiem! Z puszki, oczywiście!
Pozdrawiam

Ocean Indyjski
22.10.08

25°12’01″S
62°50’52″E

Opłynięcie Afryki to chyba najtrudniejszy odcinek mojego rejsu. Wzdłuż wschodniego wybrzeża płynie z północnego wschodu silny prąd Agulhas, który przy kierunku wiatru przeciwnym do kierunku prądu,czyli przy wiatrach południowo-zachodnich, przeważających tam, powoduje powstawanie bardzo dużych fal,nazywanych nawet w literaturze „abnormalnymi falami”. Sam Przylądek Dobrej Nadziei kiedyś nazywał się Przylądkiem Wichrów, potem zmieniono nazwę, aby nie odstraszać żeglarzy. Chce płynąć bardzo blisko wschodniego brzegu (nawet 1-2 mile od brzegu) aby uniknąć silnego działanie prądu. Dalej tez chce trzymać się blisko brzegu, wtedy jest możliwość schowania się do jakiejś zatoczki gdybym trafiła na silne wiatry zachodnie.

Ocean Indyjski 27.10.08

26°53’04″S 52°29’55″E

To już cztery miesiące! Szczerze mówiąc to ten rekord będzie, jeżeli dopłynę. Ja sobie wymyśliłam te 200 dni dla siebie, żeby się dopingować do płynięcia i żeby było dla mnie ciekawiej. Ja mam dusze regatowca, dużo pływałam w regatach. Takie powolne płynięcie to ja nazywam włóczęgostwo i mnie to nudzi. W zeszłym roku opłynął świat Tomek Lewandowski (z Polonii Amerykańskiej), na łódce 56 stop (moja 28) płynął 400 dni. Podkreślał, że prędkość go nie interesuje. Jeszcze płynął z psem. To trochę inne pływanie niż moje. Ale trochę próżna mogę być i niech ten rekord będzie! Może inni też będą próbować po mnie. Teraz to byle dookoła Afryki Południowej, potem to już naprawdę „z górki”!

Ulewy miałam , owszem, przez ponad 12 godzin, takie solidne. W tym czasie wiatr obrócił się z N, przez NW, W (na szczęście bardzo krotko, bo to prosto w nos), na SW i S. Tu przytrzymał chyba dobę i dalej na SE i E. Cały czas teraz około 20w, ale jest OK.

Pozdrawiam, Asia

Ocean Indyjski  07.11.08 08:26:28 UT 

29°51’56″S 31°01’43″E

Stoję na kotwicy przed Durban, prognozy były na bardzo silny wiatr z kierunku SW, czyli dokładnie z kierunku, gdzie chce płynąć. Nawet SW 25-30 węzłów. Musze to bezpiecznie przeczekać, chociaż stanie na kotwicy w tych warunkach trudno nazwać bezpiecznym ani przyjemnym. Przy takim wietrze nie da się żeglować, gdyż wskutek zderzenia z prądem Agulhas, płynącym właśnie w kierunku na SW powstaje olbrzymia fala. Taka właśnie jest tu taktyka żeglowania: 2 – 3 dniowe przeskoki, gdy są warunki i postoje w miejscach schronienia dla przetrzymania złych warunków, czyli wiatru z SW. Ruszam dalej, jak tylko pogoda się poprawi!

Asia

Ocean Indyjski 11.11.08 

33°58’13″S 25°39’20″E
W poniedziałek (10.11.) był piękny dzień, po prostu idealny dzień na morzu. Wiatr najpierw slaby, potem 12-15 węzłów, słoneczko, morze gładkie, delfiny, mnóstwo ptaków. Są to moje ulubione morskie ptaki, znam tylko ich angielską nazwę, gannet. Wyspa Bird Island, w pobliżu której płynęłam jest podobno ich miejscem zamieszkania. Było tak pięknie, że nie bardzo chciałam wierzyć w prognozę pogody na silny przeciwny wiatr. Niestety, prognoza się sprawdziła, przyszedł ten wiatr, gdy miałam jeszcze ponad 20 mil do miejsca do kotwiczenia. Zajęło mi to ponad 6 godzin, prawie o północy zakotwiczyłam przy plaży w Port Elizabeth. Czekam cierpliwie na poprawę pogody. Nawet jestem spokojna i cierpliwa, ten mój rejs to kontakt z przyroda i natura. Z przyrodą nie walczę, muszę przeczekać. Ten rejon południowej Afryki to silne, zmienne wiatry i wielkie fale. Czekamy, ja i Mantra aż fala się zmniejszy.

Asia.
Ocean Atlantycki 19.11.08 06:26:41 UT

32°03’46″S 17°39’53″E

Dużo ostatnio się wydarzyło. Za Port Elizabeth spokojna żegluga, gładkie morze, foki wylegują się na słońcu i machają łapkami/płetwami, mnóstwo fok. Jedna była dokładnie na kursie, mowie do niej, „hej, foka z drogi, bo cie rozjadę!” A tu nagle widzę, że to rekin, tuż pod powierzchnia wody, skręcił i przepłynął tuż obok burty. Duży, ok 1/3 długości Mantry, może 2.5 metra. Alka prognozy pogody są rewelacyjne, z dokładnością do godziny podaje zmiany wiatru i sprawdzają się, czasem – niestety, sprawdzają się. Wiatr miał się odwrócić na przeciwny i tak zrobił. Ale i tak udało się: w poniedziałek o godz. 1130 czasu polskiego przeszłam Cape Agulhas (po polsku Przylądek Igielny), najbardziej na południe wysunięty koniec Afryki, a nie jak sie powszechnie uznaje, Przylądek Dobrej Nadziei, ale ten drugi jest bardziej znany. Kiedyś miał on nazwę Przylądek Wichrów, Burz (Cape of Storms), ale została zmieniona na Przylądek Dobrej Nadziei, aby nie odstraszać żeglarzy. To tylko 60 mil pomiędzy tymi przylądkami, ten drugi przeszłam w nocy. Na mapach granica pomiędzy Atlantykiem i Oceanem Indyjskim jest linia idąca od Przylądka Dobrej Nadziei. Jak pamiętam z poprzedniego w tych stronach pobytu 2 lata temu, miejscowi mówią, ze w spokojny dzień (ja nie wierzę, że tam są spokojne dni) widać wyraźną linie, oceany łączą się, ale ich wody się nie mieszają. Ocean Indyjski jest cieplejszy, teraz płynąc obserwowałam temperaturę wody, na Cape Agulhas. 15 stopni, na P.D.N. 12 stopni, na wysokości Kapsztadu tylko 9 stopni. Kapsztad (Cape Town) piękne miasto, ale nie miejsce na plażowanie się i kąpiele. We wtorek rozwiało się bardzo, ponad 35 węzłów, i duża fala, 5 metrów. W dole takiej fali nic nie widać co jest dookoła, a na górze fali widać wściekłe inne fale. Niektóre załamują się i zwalają na łódkę! Zgodnie z sugestia Alka uciekłam w stronę brzegu, tu pod brzegiem inna bajka, fala dużo mniejsza, wiatr dalej silny, a fala mniejsza, nie wiem dlaczego. Jeszcze wczoraj wieczorem zbliżając się do brzegu fala malała z każdą milą. Wiatr trzymał ok 30w bardzo długo, ale fala nie. Udało się jakoś to przeczekać. Bałam się statków w nocy, ale nie było żadnego. Wreszcie wyspałam się po dwóch nocach prawie bez snu. Dziś, środa uspokoiło się, wiatr tylko do 18 w, fala mała, żegluga super. Dalej trzymam się wzdłuż brzegu. Miejscowa prognoza mówi o wiatrach SW do W.

Dziękuję wszystkim za życzenia, przesłane po przejściu Cape Agulhas! Dziękuję i pozdrawiam, Asia.

Sent: Wednesday, November 19, 2008 12:56 PM
Subject: Atlantyk

Witam
Za każdym razem, kiedy myślę, że najgorsze już za mną, przychodzi następne uderzenie.
Najpierw przed Przylądkiem Agulhas (po polsku Przylądek Igielny, najbardziej na południe wysunięty koniec Afryki), dostałam od Alka prognozę pogody na wiatr z SW, czyli przeciwny. Nawet nie wiatr, tylko tworząca się fala jest problemem. Płynęłam głębiej w zatokę, długo zastanawiając się, czy kontynuować czy przeczekać na kotwicy w jakiejś zatoczce. Postanowiłam jednak płynąć, wiatr nie był silny, do 15 węzłów, fala znośna. Przez pół nocy sterowałam ręcznie płynąc slalomem pomiędzy całą gromadą kutrów. Rano wiatr bardzo uprzejmie odwrócił się w kierunku NW, co pozwoliło mi jednym halsem dopłynąć do Przylądka. Już się niepokoiłam, co będzie dalej przy tym wietrze, gdy znów niezwykle uprzejmie obrócił się szybko przez W do SW dokładnie na wysokości Przylądka. Tylko przełożyłam żagle i kurs na Przylądek Dobrej Nadziei (PDN). Fala była duża, 4metry, ale bardzo długa, 14 sek. Do PDN tylko 60 mil, rozwiewało się, ale za PDN miało słabnąć. Przeszłam tam w nocy z poniedziałku na wtorek, refując się i robiąc zwroty przez rufę. Kolejna noc bez snu, prawie.
Rano byłam już na północ od Kapsztadu, miało słabnąć, ale się odmieniło i przywiało zdrowo, do 35 węzłów! Silny wiatr, duża fala (5 metrów i krótka), kurs bardzo pełny, kąt ok 170, mój żaden autopilot nie dawał rady. Sterowałam kilka godzin, wreszcie wiatr lekko odkręcił i udało się zrobić zwrot przez rufę. Tym razem lepszy kąt do wiatru, 155, to już OK dla autopilota. Wiatr był coraz silniejszy, fale wysokie i głębokie, sterowałam dalej ręcznie. Po południu miałam bardzo bliskie spotkanie ze statkiem, aby go ominąć musiałam płynąć kursem na granicy z rufą. Grot dwa razy chciał przelecieć na druga stronę, zerwał się róg szotowy na bomie od trzeciego refu, żagiel się wyluzował, listwy zakręciły w kółko, żagiel zaplątał się w linki od lazy jacków i w wanty. Horror!!! Miałam 2 cele:
1. nie wolno uderzyć w statek – był bardzo blisko
2. nie wolno uszkodzić grota, bo na czym popłynę dalej?
Maksymalna koncentracja, tuż za rufą statku idę parokrotnie do wiatru i wreszcie udało się wyplątać i zrzucić grota (nieuszkodzony!!!). Pełny sukces, a tu wieje już 38 węzłów, wiatr zrywa dawno wierzchołki fal, wyje, kocioł. Na samym kadłubie płynę 6-9 węzłów. Mam prognozę od Alka, żeby nie iść w morze, tam wieje więcej, iść w stronę brzegu. To idę. Rzeczywiście, z każdą godziną fala coraz mniejsza, dalej wieje ponad 30w, ale to fala jest głównym problemem. Autopilot dzielnie sobie radzi. Zaliczyłam parę fal, ale wszystko OK. Zimno jak diabli, założyłam chyba wszystko co miałam plus dwa sztormiaki! Bliżej brzegu spokojniej, dało się wreszcie trochę przespać.
Czy dalej to już „z górki”?
Pozdrawiam, Asia

Atlantyk 21.11.08 06:26:41 UT

29°36’09″S 13°59’45″E

Wczoraj(czwartek) był strasznie szary dzień, kolor nieba i kolor morza prawie taki sam, zlewały się w jedną wielką szarość. Ale były ptaki, wspaniale szybujące tuż nad powierzchnią wody, lecąc setki metrów bez poruszenia skrzydłami. Myślę, ze były to albatrosy. Dziś równie szaro, ale ptaków już brak. Czuję, że to początek kolejnego oceanu bez „życia”. Nawet moje najwierniejsze towarzyszki, latające ryby zniknęły, myślę, ze woda za zimna dla nich. Wiatr niestety bardzo slaby, moja prędkość też. Dziś wiatr tak zmienny i w sile i kierunku, że autopilot płynie a ja wybieram i luzuje grota caly czas, jak na małej łódce na regatach, śmiesznie. Alku, wiatr przyszedł dziś, tak jak napisałeś, tylko spóźnił się 15 minut.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy przesłali mi życzenia i gratulacje z okazji opłynięcia Cape Good Hope. Pozdrawiam, Asia.

Atlantyk Wt Listopada 25 2008, 11:00

Dziś (wtorek) wreszcie pokazało się słoneczko. Morze od razu ma inny
kolor, połyskuje w słońcu, jest pięknie!!! Już trzeci dzień znajduję rano
na pokładzie kalmary, zastanawiam się, jak one to robią? Nie ma żadnej
fali, która by je wrzuciła na pokład, slaby wiatr, nie ma ptaków, bo może
ptaki je łapią. Latające ryby to rozumiem, maja skrzydła to przylatują na
pokład, a kalmary ? One maja takie wieeelkie oczy, właściwie oczy są
większe niż głowa, dziwne stwory. Pojawiły się też już moje przyjaciółki,
latające ryby!! Tak się zrobiło „domowo” i swojsko. Woda już zdecydowanie
cieplejsza, 14 stopni. Zaryzykowałam kąpiel, bardzo przyjemnie! Tylko
wiatru mało, tak parę węzłów więcej i byłoby idealnie.
Pozdrawiam serdecznie
Asia

Sent: Saturday, November 29, 2008 6:49 PM
Subject: Południk 0

Wczoraj (piątek) w nocy, o godz 2330 polskiego czasu przecięłam południk 0,
czyli wróciłam na półkulę zachodnią. Moja koleżanka napisała, że to tak
jakbym była w Londynie.
Byłam 154 dni na półkuli wschodniej, ale ciągle mam nadzieję na dopłynięcie
do Panamy przed upływem 200 dni. Trochę ciasno, ale trzeba próbować.
Ostatnie dwa dni miałam b.słaby wiatr, do tego zmienny i z kierunku mało
korzystnego. Ciągle robię zwroty przez rufę, bo ciągle wydaje mi się, że ten
drugi hals będzie lepszy. W każdym razie mam co robić.

Sunday, November 30, 2008 8:30 PM
Latające ryby

Witam
Już od kilku dni, codziennie rano znajduje również na pokładzie łatające ryby. Dziś pomyślałam sobie, kiedy to ja po raz pierwszy widziałam latające ryby. To było na katamaranie ALMATUR III podczas regat trasa Kolumba, Route of Discovery, z Malagi w Hiszpanii do Santo Domingo na Dominikanie. Latające ryby pojawiły się licznie już w okolicach Wysp Kanaryjskich. Były wielkości śledzi i miały skrzydła, wszyscy (czworo) byliśmy zafascynowani. Codziennie rano ktoś z nas szedł rano z wiaderkiem, tak jak na grzyby i zbierał z pokładu ryby. Katamaran miał siatkę między pływakami, zawsze kilka ryb tam się złapało. Te, które się nadawały, szły na patelnię.

Pojawił się natychmiast pomysł na świeżą rybę na Wigilie. Nie było możliwości ciągnąć żyłkę za rufą, my płynęliśmy za szybko, czasem ponad 30 węzłów. Latające ryby były zdecydowanie łatwiejsze do zdobycia.

W Wigilie rano była więc ryba przygotowana na wieczór. Ale około południa spinaker (taki duży żagiel/balon) owinął się fatalnie dookoła sztagu, nie było szans go zrzucić. Ktoś musiał wejść na górę i rozplątać spinakera. Wypadło na mnie, bo byłam najlżejsza. Wciągnęli mnie na maszt, rzucało strasznie, nie miałam jak się trzymać i rozplątywać. Po jakimś czasie stwierdziłam, że nie dam rady, ze wstydem poprosiłam, że chcę na dół. Wciągnęli potem Wojtka, który ze 3 godziny walczył na maszcie ze spinakerem, skutecznie. Ale wtedy już wszyscy byli tak zmęczeni i źli (nie pamiętam dlaczego), że Wigilia została skasowana. Ci, co mogli poszli głodni spać, drudzy na wachtę, a ryby… ryby wróciły do morza.

Już potem nigdy nie jadłam latających ryb. A ta historia przypomniała mi kolejną o wchodzeniu na maszt…, to może zostawię ją na jutro.

Pozdrawiam serdecznie

Asia
Tuesday, December 02, 2008 7:28 AM
Opowieści

Witam
Wiatr wreszcie ok 15 węzłów, to już bardzo fajnie, ten słaby, 10w to
bardzo męczący. Dalej jest zmienny, w nocy dwa razy zmienił się z kierunku
100 do 125 i z powrotem.
Dla mnie to oznacza zwrot przez rufę, ale to już nic takiego. Najgorsze
oczywiście te kontraszoty, chyba dziś spróbuję je jakoś usprawnić.
Wracając do mojej opowieści;
Mieszkając w Anglii, niedaleko Plymouth, bardzo dużo pływałam w regatach.
Wszystkie weekendy i środy popołudnia, od marca do końca grudnia.
Wszyscy traktowali to bardzo poważnie, stała załoga, każdy dokładnie wie,
co ma robić, ja głównie obsługiwałam dziób (foredeck) i helm (ster) na dłuższych
regatach.
Były jakieś regaty w Solent, dookoła bojek (around the cans). Podczas
wyścigu, dość blisko do kolejnej boji, ktoś zauważył, że górna listwa od
grota wysunęła się z kieszeni do przodu przed maszt.
Było oczywiste, że nie da się tak zrobić zwrotu, trzeba pozbyć się
listwy. Ja byłam gotowa w moich szelkach/majtkach, natychmiast wciągnęli
mnie na maszt.
Po nawietrznej to bardzo wygodnie, stopami idzie się po żaglu do góry.
Szybko wyciągnęłam listwę, a oni natychmiast zrobili zwrot na boji.
Ja w tym momencie trzymałam się głównie listwy, więc wyrzuciło mnie od
masztu, następnie rzuciło o maszt, jak kukła na sznurku.
Złapałam się za wantę i czekam, już myślałam, ze o mnie zapomnieli. Po
zawietrznej to nie tak miło na górze. Jak już wreszcie ustawili wszystko
na nowym halsie, to „łaskawie” opuścili mnie na dół.
Ja dyskretnie masowałam obite części ciała, ale już zbliżaliśmy się do
kolejnej boji. Chyba nawet dobrze wypadliśmy w tych regatach.

Mam jeszcze jedną historyjkę o maszcie, zostawię ją na jutro.
Pozdrawiam, Asia

Atlantyk 13.12.08 

6°31’52″S 25°27’51″W

Witaj Krysiu. Sorry, dawno nie pisałam. Przy tych słabych wiatrach to ja nie jestem w najlepszej formie, wiatry słabe i jeszcze halsuje baksztagami, ah, szkoda gadać. Pytałaś, czy mi się już znudziło. Ja już się tak przyzwyczaiłam do bycia samej na łódce, wydaje się, że to taki normalny stan, tak długo już tu jestem, ze nie pamiętam, jak może być inaczej (no, prawie). Ale przyznam się, ze wczoraj miałam pierwszy bunt śniadaniowy. Spojrzałam na moje śniadanie i pomyślałam, nie, ja już tego nie zjem. Ale po dwóch godzinach zgłodniałam i wszystko zjadłam. Może jeszcze wspomnę, co ja jadam na śniadanie; krakersy z serkiem topionym! Krakersy bywają okrągłe, kwadratowe, bywają i podłużne, bardziej lub mniej słone, bardziej lub mniej chrupkie. Serek topiony jest jednego rodzaju, w Panamie były takie krążki z trójkącikami, 8 serków w krążku. Ja już to jem prawie pół roku…. Jutro napiszę więcej o moich obiadach liofilizowanych. Co za okropna nazwa, język się plącze. Pozdrawiam, do jutra.

Asia.

Atlantyk 15.12.08 08:27:15 UT

4°37’39″S 29°23’24″W

No to trochę o jedzonku. Laura Godek z firmy Lyofood, http://www.Lyofood.pl (jedzonko liofilizowane), uprzejmie mnie pyta, czy nie znudziły mi się ich potrawy. Pisałam wczoraj o moim menu śniadaniowym, dla porównania podaje moje menu obiadowe ( jak jest słaby wiatr, to na łódce zawsze myśli się i mówi o jedzeniu. Ja też.) Oto moje obiadki: Strogonow – dużo kawałków mięsa z makaronem, pieczarkami i papryka w smacznym sosie Bigos z kiszonej kapusty z mięsem i z grzybami Potrawa meksykańska – drób z ryżem, czerwona fasolka i kukurydza, Potrawa chińska – tez drób z ryżem i grzybami Schab w sosie z zielonego pieprzu – schab z ziemniakami i fasolka szparagowa Schab z bukietem warzyw – z ziemniakami i warzywami w sosie koperkowym Gulasz z warzywami – schab z kasza i warzywami są jeszcze zupy-krem, takie na gęsto, pomidorowa, z zielonego groszku i cebulowo-porowa.

Czy to nie przypomina menu w dobrej knajpie? Zapewniam, ze smakuje rownie dobrze, normalne, prawdziwe jedzenie i bez konserwantów! Polecam! Na Mazury, na morze, nawet do domu.

Ja w 2000 roku startowałam w regatach samotnych przez Atlantyk, znanych pod nazwa OSTAR, z Plymouth w Anglii do Newport w Ameryce. Też miałam jedzenie liofilizowane, ale innej firmy, kupowane w Anglii. Nie ma porównania z naszym z Lyofood. Tamto miało konsystencje i smak papki dla niemowląt, czyli bez smaku i bez wyrazu.

Chyba wystarczy.

Pozdrawiam, Asia.

Atlantyk
31.12.08

W Wigilię nie było śledzia (mój ulubiony), nie było też prezentów! Chyba Mikołaj mnie nie znalazł na tych morzach… Nie było też wiatru! Ale to już za mną, jest pasat, jest piękna, przed-sylwestrowa noc, niebo gwiaździste, Krzyż Południa ciągle widoczny. Na początku nocy, na chwile pokazał się nowy księżyc, lubię nowy księżyc, bo każdej nocy będzie go teraz trochę więcej. Płynę pomiędzy wyspami Trynidad i Tobago, nie da się spać, bo ruch straszny, już miałam 8 statków! Moje światło dziobowe znów nie działa, ja je ciągle naprawiam, ale działa bardzo krótko. Staram się nikogo nie drażnić brakiem świateł nawigacyjnych. Mam tylko białe, kotwiczne na topie, jakieś ono takie słabiutkie. Ale przepłynęłam tak dwa oceany, dam rade i ostatnie tysiąc mil.

Jeszcze raz chciałabym podziękować bardzo, bardzo za wspaniale życzenia od osób znajomych i nieznajomych. Nie mam możliwości dziękować indywidualnie, dziękuję zbiorowo jeszcze raz. Życzę wszystkim możliwości realizacji marzeń, jakiekolwiek one są, duże czy małe. To wspaniała satysfakcja! Tylko trzeba działać, najlepiej już w nadchodzącym Nowym Roku 2009!

Powodzenia!!!

Asia

Sent: Saturday, January 03, 2009 10:54 PM
Subject: Wenezuela

Witam
Ten kawałek morza to ja już znam, płynęłam tu w końcu kwietnia zeszłego roku 2008. A
wydaje się tak dawno! Trzy oceany temu!
To był mój pierwszy, próbny, samotny rejs z Porto La Cruz w Wenezueli do Panamy.
Pamiętam, płynęłam tak jak teraz, pomiędzy wyspą Curacao i lądem, i ścigałam się ze
statkiem! To znaczy on próbował mnie wyprzedzić, a ja miałam dobry wiatr i świetne
ślizgi z fal, łódka dostawała fantastycznych przyspieszeń! Trwało to parę godzin
zanim mnie wyprzedził, a ja cały czas sterowałam ręcznie. Bałam się, że pod
autopilotem lodka zacznie bardzo „myszkować” na tej fali, a statek płynął dość
blisko.

Tym razem wiatr dużo słabszy i nie ma się z kim ścigać!
Płynę po tych samych waypointach, coraz bliżej do końca. Bardzo chce zmieścić się w
200 dniach, jeśli będzie wiatr, to powinno się udać (proszę jeszcze chwilę trzymać
kciuki!). Jak nie będzie wiatru, to chyba wskoczę do wody i będę pchać albo ciągnąć
Mantrę do mety. Teraz, sobota wieczór, zostało mi jeszcze 10 i pół stopnia, czyli
350 stopni już za mną!
Pozdrawiam serdecznie
Asia

Sent: Thursday, 8 Jan 2009, 10:38
Subject: Panama
Teraz u Was jest godz 1030.
Za około 5 godzin będzie moje 360 stopni, cala kula ziemska opłynięta. Czuje się
dość niesamowicie…
Dam znać, oczywiście
Na razie, Asia
Sent: Thursday, January 08, 2009 3:38 PM
Subject: Zamknięta pętla!!!

Andrzeju
W czwartek, 08 stycznia 2009 zamknęłam pętle dookoła świata!!! 360 stopni za rufą!!!
Jestem bardzo szczęśliwa!!!
Pozdrawiam serdecznie, Asia

Panama
08.01.09 13:03 UT

8 stycznia 2009 godz. 13:03 UT – Po 198 dniach, zero godzinach i trzech minutach rejsu przecięłam linię startu i mety: południk 79° 20′ 19″ W.

KRĄG WOKÓŁ ZIEMI ZAMKNIĘTY!

Wchodzę do portu Colon w Panamie, koniec rejsu.
Panama-Colon
10.01.09

23:52 PL

Powitanie miałam fantastyczne! Alek czekał na keji z szampanem, odpalił rakiety, załatwiał miejsce przy keji, czekał chyba długo bo szampan zrobił się ciepły, no faktycznie długo czekał biedak, 198 dni. Mój samotny rejs się zakończył, ale wcale nie mam dość żeglowania. Chodzić się po lądzie daje bez chwiejnego kroku marynarza, nie mam wodowstrętu, i wkrótce ruszam dalej, na Florydę odprowadzić moją Mantrę. Tym razem płynę już nie sama a we dwoje, będzie inaczej. Pozdrawiam, i bardzo serdecznie dziękuję wszystkim, którzy trzymali kciuki za mnie.
Asia

Morze Karaibskie 19.01.09 23:30 UT

18°53’10″N 083°47’30″W

Przepraszam, że tak cicho siedzimy, ale na tym luźnym odcinku rejsu jakoś strasznie dużo czasu zajmuje mi leniuchowanie. Właściwie nie siedzimy wcale, po dwóch dobach na Wyspie Piratów (Isla Providencia) 16go wyszliśmy w morze. Prognozy pogody były przyzwoite, a ciągle daleko do St.Petersburga na Florydzie. Jakże inna żegluga i styl życia! Nie muszę sama przyrządzać posiłków i sama je jeść, Alek świetnie gotuje, wzięliśmy dużo świeżych owoców, warzyw i chleba, ale nadal podstawa obiadowego menu są świetne potrawy liofilizowane Lyofood, i mnie wciąż smakują, i Alek-smakosz tez je lubi. Dziś załoga wybrała z karty Strogonowa i gulasz. Wyraźna różnica jeśli idzie o żeglugę nocą. Nocne ciemności bardzo mi się dłużyły, odliczałam: jeszcze 10 godzin, jeszcze 7… Teraz jedziemy na regularne 3-godzinne jednoosobowe wachty nocne, śpię całe 3 godziny, potem jadę 3 godzin i znów załoga mnie zmienia. Załoga, czyli Alek twierdzi wprawdzie, ze nie ma na jachcie nic do roboty, bo ja wszystko robię nadal sama. No ale przecież gotuje (na szczęście lubi to robić). No i sama żegluga – cały czas bajdewindem, na wiatr. Właściwie to chyba w całym rejsie dookoła świata nie płynęłam tyle bajdewindem, co teraz. A teraz cały czas na wiatr, raczej slaby. Kierujemy się na zachodni kraniec Kuby, na przejście miedzy Kuba a Płw. Jukatan, przy tym wietrze mamy tam jeszcze jakies dwie doby zeglugi. A potem, jak warunki pozwolą, to kurs na Florydę.
Pozdrawiamy serdecznie.

Asia i Alek

Floryda 27.01.09 15:58 PL

27°45’30″N 082°38’03″W

Wszystko, co dobre, niestety się kończy…

Jesteśmy już na Florydzie, moja dzielna łódka zostanie tu na jakiś czas, do następnego rejsu. Mantra spisała się rewelacyjnie, dbała o mnie przez te parę miesięcy, a ja oczywiście starałam się, najlepiej jak potrafię, dbać o nią. Przyszedł czas pożegnać się z Mantrą…

Chciałabym bardzo podziękować Andrzejowi za pomoc w realizacji moich marzeń, DZIĘKUJĘ!!! WIEEELKIE podziękowania dla Krysi za pomysł, przygotowanie i prowadzenie mojej strony. DZIĘKUJĘ!!! Alku, dzięki wielkie za to, że rozumiesz że musiałam popłynąć sama dookoła świata, ze wspierałeś mnie w trudnych momentach, DZIĘKI!!! Dziękuję wszystkim, którzy do mnie pisali, którzy trzymali kciuki, którzy życzyli mi jak najlepiej!!!

Pozdrawiam serdecznie.
Asia

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com